Znów zapomniałam!
Przepraszam!
Znowu się spóźniłam.
Informacja: rozdziały będą pojawiać się w środku miesiąca (15/16 dzień) i pod koniec (30/31 dzień). Przewiduję 5 na 31.10
Proszę pozostawić po sobie ślad - komentarz
Pozdrawiam #Cherry
Muzyka
Pogoda była niesamowita. Ania, leżąc na łące, rozkoszowała się zapachem kwiatów, który bezceremonialne wypełnił całe jej wnętrze. Ubrana w zieloną sukienkę w różowe kwiaty, przysłuchując się śpiewie ptaków z otaczającego polankę lasu, wpatrywała się w stalowoszare oczy, które należały do platynowego blondyna. Bardzo przystojnego, platynowego blondyna. Szczęście. Tylko tak można było nazwać tę chwilę.
Wszystko byłoby niesamowite, gdyby nie jedno „ ale ”. W ułamku jednej sekundy obraz przed oczyma brązowookiej zaczął się oddalać i rozmazywać, a już po chwili widziała tylko ciemność.
…
Blade pasma zachodzącego słońca wdarły się przez okiennice jednej ze szkolnych sypialni. Uczennica drugiej klasy liceum, leniwie zaczęła wybudzać się z bardzo przyjemnego snu. Ania otworzyła oczy, lecz w drugiej chwili już tego żałowała. Nieprzyzwyczajenie do światła, przez godziny wylegiwania się na łóżku, dały się we znaki.
Pięć minut później, stała na środku swojego pokoju, patrząc na swoje odbicie w lustrze po prawej stronie obok kredensu, na którym porozrzucane były kosmetyki. Mimowolnie musiała się uśmiechnąć, ponieważ rozczochrane włosy, pogniecione ubrania i brak jednego buta wyglądał komicznie.
Spojrzała na zegarek i „ o zgrozo ” musiała przyznać, że przespała cały dzień, pomijając szczegół, iż nie było jej na lekcjach.
Ożywiona siedmioma godzinami snu, w podskokach znalazła się przy szafie. Wyciągnęła z niej białą bluzkę na ramiączkach i dżinsowe, krótkie spodenki. Białe buty, Nike Air Force One, które kupiła zaledwie trzy dni temu, czekały na chwilę, by wyjąć je z pudełka. I oto nadeszła ich pora. Ania ze czcią wypisaną na twarzy wzięła buty i jak żołnierz wmaszerowała do łazienki.
Gdy weszła do środka od razu położyła ciuchy na białej szafce z lustrem stojącej po lewej stronie pomieszczenia. Naprzeciwko toaletki znajdowały się półki z ręcznikami i pudłami na kremy, kosmetyki itp. Wanna z różową zasłoną zaś stała na samym końcu podłużnego pomieszczenia. Cała łazienka, tak jak reszta „ domu ” dziewcząt, urządzona była w stylu prowansalskim. Całokształt dopełniały zdobione nóżki toaletki z lustrem, zdobienia na ścianach i inne dodatki, które dodawały przepychu całemu pomieszczeniu.
Z szuflady wyciągnęła białą, dużą szczotkę, którą zaczęła rozczesywać włosy. Potem przemyła twarz zimną wodą, a na końcu przebrała się w wyłożone ciuchy, które czekały, aż ktoś w końcu się nimi zainteresuje.
Wyszła z łazienki, usiadła na łóżku, sięgnęła po swoją ulubioną książkę „Jeździec miedziany”* i gdyby nie burczenie w brzuchu, zatraciłaby się w lekturze, którą czytała już po raz trzeci. Dając za wygraną, zwlekła się z łóżka i powolnym krokiem, z książką w ręce, udała się do kuchni.
Ów pokój, tak samo jak reszta „ domu ”, urządzona była w stylu prowansalskim. Na środku pomieszczenia znajdowała się niedużych rozmiarów wyspa kuchenna, nad którą górowały powieszone pod sufitem patelnie. Od lewej strony, przy ścianach, mieściły się szafki, szufladki, kuchenka, zlew i zmywarka. W całym pomieszczeniu dominowały kolory brązowy i beżowy.
„ Dziewczyny z drugich klas chyba postradały zmysły. Mieszkam tu dwa lata, a dopiero teraz zauważyłam ten cały tzw. „ kicz ”. Wszędzie przepych. Strasznie dużo przepychu. ” - myślała Ania podchodząc do miski z owocami. Z jednej z tuzina szafek wyjęła deskę do krojenia, a w jakiejś szufladzie znalazła nóż do krojenia. Starannie umyła czerwone jak róża jabłko i zajęła się obieraniem owocu.
„ Hmm… Ciekawe jak Nadia zareaguje na wieści o tym, że jednak idę na bal. Wydaje mi się… Nie. Jestem pewna, że zacznie piszczeć i skakać po pokoju mówiąc „ HA! TAK COŚ CZUŁAM! SEBA NIGDY NIC NIE MÓWI! CÓŻ ZA PODSTĘPNA GADZINA! ” itp. W co ja mam się ubrać!? Właśnie! W sobotę wyciągnę Nadię, będzie wniebowzięta. Tak! To zdecydowanie dobry pomysł. Choć jest jeden problem. Kiedy ta dziewczyna chodzi na zakupy, to tak łatwo nie można jej wyciągnąć z jakiegoś sklepu. Cóż! Poświęcę się! ”
Ania zapewne jeszcze długo dumałaby nad tematem balu, gdyby nie okropny ból w palcu. W mgnieniu oka spojrzała na swoją dłoń, w której trzymała jabłko i przeraziła się. Kciuk od lewej ręki, przecięty był pionowo. Rana, z której obficie sączyła się krew, wyglądała na głęboką. Ile chwila nieuwagi może spowodować kłopotów?
Dziewczyna przeklinając w duchu siebie i swoją nieostrożność podeszła do zlewu. Odkręcając kran tak, aby leciała zimna woda, obejrzała się w stronę deski i uświadomiła sobie, iż biały miąższ owocu jest cały we krwi. Odruchowo odwróciła wzrok na palec i skrzywiła się ze zniesmaczenia. Po bokach rany skóra wyginała się pod dziwnym kątem. Ania starając się nie patrzeć, włożyła kciuk w spływającą z kranu, zimną wodę. Czując, że jej palec robi się odrętwiały od owej cieczy, przeniosła palec nad zlewozmywak, zakręcając kurek kranu. Przepłukała wodą utlenioną kciuk, opatrzyła go bandażem i zajęła się wyrzucaniem nie do końca pokrojonego owocu.
Przez całą sprawę z jabłkiem straciła ochotę na jedzenie, ale przecież coś zjeść musiała. Nie zastanawiając się dalej wyjęła z szafki bułkę. Chciała już wyjść z kuchni i iść do swojego pokoju, lecz zapomniała o czymś. Odwracając się w drzwiach na pięcie podeszła do wyspy i zgarnęła z niej książkę. Powolnym krokiem przemierzała odległość dzielącą ją od pokoju.
Po chwili siedziała już w na swoim wygodnym łóżku, zatracając się w lekturze. Kiedy miała już ostatni kęs bułki w buzi i dochodziła do najciekawszej części książki, ktoś niczym huragan wparował do pokoju, trzaskając przy tym drzwiami. Ania aż skrzywiła się gdy usłyszała, iż drzwi prawie nie wypadły z zawiasów.
- Ooo, cześć! – wesoło zawołała Nadia wskakując na swoje łóżko.
- Sześć! – odpowiedziała brązowooka z pełną buzią. Przyjaciółka spojrzała na nią z politowaniem. Zawsze mówiła jej, że mówienie z pełną buzią jest niekulturalne. Ta za to wywracała oczami i, i tak robiła swoje.
- Czy ty nigdy nie nauczysz się połknąć i dopiero wtedy mówić, tylko musisz odpowiedzieć od razu, bo się udusisz? – zapytała zażenowana ruda.
- Hm… pomyślmy… - zaczęła udawać zamyśloną, choć i tak znała odpowiedź na pytanie przyjaciółki – Nie. – Ania uśmiechnęła się triumfalnie widząc wzrok Nadii.
- Mam pytanie. Kiedy zamierzałaś powiedzieć mi, że idziesz z Sebą na bal? – spojrzała karcąco na przyjaciółkę, lecz delikatny uśmiech na jej twarzy zdradzał, iż nie jest zła.
- Wydaje mi się, że wtedy, gdybyś zadała mi tysięczne pytanie: „Z kim idziesz na bal?”, bądź „Czy w dzień balu masz zamiar wyjść z dormitorium?”.
- Ty małpo! – krzyknęła „oburzona” ruda i wzięła pierwszą lepszą poduszkę ze swojego łóżka. Wystarczył jeden, porządny zamach, żeby malutka poduszeczka z prędkością światła uderzyła w głowę Ani i tylko ułamek sekundy, aby Nadia wybuchnęła perlistym śmiechem.
- Ej! – zdezorientowana szatynka rozglądała się po pokoju szukając jakiejś „broni”, lecz po chwili spojrzała na swoje łóżko. Zgarnęła dwie poduszki i niby od niechcenia uderzyła nimi w przyjaciółkę. I tak zaczęła się bitwa. Dziewczyny biegały po pokoju śmiejąc się, jak małe dzieci i rzucając w siebie poduszkami. Po upływie godziny obie wykończone padły na swoje posłania.
- Masz strój na bal? – zapytała Ania przerywając ciszę panującą w pokoju.
- Nie i jak mniemam ty też. – Nadia bezbłędnie czytała w jej myślach. – Mam pomysł. W sobotę idziemy na zakupy. Kupimy sukienki, buty, odpowiednie kosmetyki. Spędzimy cały dzień na kupowaniu bezużytecznych rzecz i wrócimy do dormitorium obładowane torbami. A na koniec będziemy tak zmęczone i śpiące, że nawet nie zjemy kolacji tylko pójdziemy spać. Oto mój pomysł na sobotę. Co ty na to? – brązowooka widząc coraz większe zaabsorbowanie swojej przyjaciółki wyjściem na zakupy, chcąc nie chcąc, zgodziła się. Cieszyło ją, że spędzi cały dzień z Nadią, ale bała się, jak ona wyciągnie ją ze sklepów?
Rozmawiały tak śmiejąc się i gawędząc wesoło, dopóki Morfeusz nie porwał ich do swojej krainy i obie z miarowymi oddechami czekały na jutro. Może nawet lepsze jutro?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz