Hola!
Mam dwanaście lat, a demencja i tak zawładnęła mną i moim mózgiem.
Przepraszam!!!
Miałam wczoraj wstawić rozdział, ale...
Właśnie, ale...
ZAPOMNIAŁAM!!!
Przepraszam jeszcze raz i zapraszam do czytania
Pozdrawiam #Cherry
Kiedy dotarł na miejsce, pielęgniarka siedząca za biurkiem odruchowo podniosła głowę. Gdy ujrzała dwójkę uczniów, bez chwili zastanowienia rozkazała Sebastianowi położyć Anię na jednym ze szpitalnych łóżek.
Godzinę później, dziewczyna odzyskała przytomność. Otwarła oczy i zaspanym wzrokiem spojrzała na siedzącą postać obok niej. Uśmiechnęła się na widok Seby, który trzymał jej rękę.
- Proszę pani, Ania się obudziła – chłopak zwrócił się do pielęgniarki, nadal nie odrywając jej ręki od swojej, ale dziewczyna nie chciała, żeby Seba puścił jej dłoń. Czy on siedział z Anią cały czas? A tak właściwie, jak ona się tu znalazła?
- No, dobrze, że tak szybko się obudziłaś. Masz, wypij to, lepiej się poczujesz. – higienistka podała dziewczynie szklankę z niebieskim płynem i odeszła.
- Ciekawe, co to jest? – Ania szepnęła do Seby nie odwracając wzroku od podejrzanej cieczy.
- Nie wiem, ja bym tego nie pił. – powiedział teatralnie, trochę odsuwając się od kubka, co spowodowało większy uśmiech na twarzy dziewczyny.
- Ja chyba mam skłonności samobójcze. – powiedziała poczym przechyliła szklankę i opróżniła jej zawartość. Gdy poczuła w ustach smak płynu, miała ochotę go wypluć. Nie uszło to uwadze Seby, który momentalnie wybuchnął głośnym, szczerym śmiechem.
- Gdybyś zobaczyła swoją minę!!! – krzyczał rozbawiony chłopak. Ania przewróciła oczami i odłożyła pusty kubek na stolik obok łóżka, na którym leżała. Skrzyżowała ręce na piersiach i patrzyła z politowaniem na wijącego się ze śmiechu i trzymającego za brzuch Sebastiana. Szczerze musiała przyznać, że ten widok sprawiał, iż czuła w brzuchu nieznane jej dotąd ciepło. Mimowolnie uśmiechnęła się na wspomnienie, które przypadkiem wypełniło jej umysł.
Miała wtedy sześć lat. Siedziała na krzesełku w ogrodzie swojej babci i rysowała bazgroły, które tylko ona rozumiała. W pewnej chwili na jej ręce usiadła pszczoła, a trzeba wspomnieć, że Ania się panicznie bała ( i boi nadal ) pszczół, os i tego typu owadów. Strzepnęła „ intruza ” z ręki, ale on nie dawał jej spokoju, więc nie zastanawiając się dłużej puściła się biegiem w stronę sadu z mnóstwem różnorodnego rodzaju drzew. Gdy podbiegła do starej gruszy, oparła się o nią, złapała za kolana i zachłannie próbowała złapać powietrze. Chwilę później okazało się, że zbierająca miód przyjaciółka nie odpuściła i kiedy brązowooka miała zamiar ruszyć w stronę domu coś zaszeleściło w krzakach, a sekundę później przed dziewczyną pojawił się Seba, który zamierzał udawać rycerza i uderzyć ręką w pszczołę. Ania zaczęła się śmiać, a chłopak wyciągnął w jej stronę rękę uśmiechając się szarmancko. Dziewczyna odpowiedziała na jego gest i podała mu swoją dłoń. I tak razem powędrowali w stronę starego budynku, który nazywali domem.
– Uspokoisz się w końcu? Czy nie? – zapytała się Ania z odrobiną zniecierpliwienia, ponieważ jak długo można się śmiać?
- Dobra, już koniec. – odpowiedział Seba uspokajając się powoli. – Mam pytanie. – odezwał się po chwili ciszy pomiędzy dwójką przyjaciół.
- Jasne, pytaj. – zachęciła go właścicielka czekoladowych oczu.
- Czy pój… - nie dane było mu skończyć, bo Nadia jak burza wleciała do sali szpitalnej. Na nieszczęście był z nią Kacper. Seba jak oparzony wstał z krzesełka obok łóżka zabierając rękę, która delikatnie grzała dłoń Ani.
- Słońce, jak się czujesz? – zapytała przyjaciółka podbiegając do chorej.
- Lepiej. – odpowiedziała tylko i zmusiła się na uśmiech.
- Proszę pani, - Nadia zwróciła się do pielęgniarki. – kiedy Ania będzie mogła wyjść. Dziewczyny z naszego roku martwią się o nią. – opowiedziała z uśmiechem na ustach.
- Dam jej kilka tabletek i spokojnie będziecie mogli już iść. – jak powiedziała tak zrobiła. Brązowowłosa w mgnieniu oka połknęła średniej wielkości trzy kapsułki leku i w czwórkę powędrowali na piąte piętro.
- Nadia, Kacper mam prośbę. Moglibyście gdzieś pójść? Chciałbym porozmawiać z Anią. – Seba zatrzymał się na trzecim piętrze.
- Jak sobie chcesz. – odpowiedziała ruda i posłała swojej przyjaciółce jednoznaczne spojrzenie.
- Wiewióra i ja będziemy na błoniach. – właściciel stalowo-szarych oczu odezwał się pierwszy raz od incydentu przed szkołą i pociągnął za sobą swoją nową dziewczynę.
- O czym chciałeś ze mną porozmawiać? – dziewczyna odezwała się jako pierwsza, kiedy żałosny arystokrata i najlepsza przyjaciółka Ani zniknęli na schodach.
- Za dwa tygodnie jest bal wiosenny, nie? – zaczął czarnowłosy.
- No, tak. – odpowiedziała powoli dziewczyna z nadzieją w głosie.
- Chciałem się spytać, czy nie zechciałabyś pójść ze mną na bal?
Ania stała jak osłupiała, z otwartą buzią i bezwładnie opuszczonymi ramionami. Pytanie Seby tak ją zszokowało, że nie wiedziała co myśleć. Tak szczerze? Ania w tej chwili nic nie myślała, jak i wszystkie nie potrzebne myśli zakrzątały jej głowę na raz.
Po kilku minutach czekania na odpowiedź, chłopak zniecierpliwił się brakiem odzewu. Nerwowo zaczął przestępować z nogi na nogę, spodziewając się niesatysfakcjonującej go odpowiedzi, bądź wyśmiania. On nie był taki jak Kacper. Jemu zależało na dziewczynie, która właśnie w tym momencie patrzyła się na niego z otwartą buzią. Minę miała dość śmieszną, zdziwienie pomieszane z… Właśnie! Z czym?
- Tooooo jaaak…? Idziesz, czy ktoś juuuuż cię zaprosił? – zapytał przeciągając niektóre samogłoski.
- Eeeee… Co? – brązowooka zaczęła się jąkać - Ach tak, oczywiście. Z wielką radością. – powiedziała już nieco odważniej.
- Świetnie. – Seba wyraźnie odetchną, odpowiedzią swojej… Kogo? Koleżanki? Przyjaciółki? A może… - Masz już kupioną sukienkę? – zapytał ruszając w kierunku pokoju dziewczyn.
- Och, nie, nie mam. – Ania zdziwiła się tym pytaniem. Nie sądziła, żeby Sebę interesowała sukienka.
- Co?! – chłopak prawie krzyknął – Jak to? Nie długo bal, a ty nie masz się w co ubrać?
- W sobotę idę z Nadią do miasteczka, obok szkoły. Może tam coś znajdziemy. Miejmy nadzieję. – ostatnie zdanie szepnęła do siebie, aczkolwiek Seba mógł ją usłyszeć
- A wiesz chociaż w jakim kolorze? – zapytał z nieukrywaną nadzieją
- Zastanawiałam się nad szmaragdowym, albo miętowym kolorem. Nadia mi cały czas mówi, że „ ładnie wyglądam w zieleni. ”. – dziewczyna udała głos swojej przyjaciółki.
Dyskutowaliby dłużej, gdyby nie drzwi prowadzące do „ domu ” dziewcząt. Pożegnali się krótkim „ do jutra ” i rozeszli się w swoje strony. Uradowana, brązowooka dziewczyna, w podskokach wbiegła do salonu, nie zauważając osób znajdujących się w pomieszczeniu i ich zdziwionych min. Wpadła do pokoju, który dzieliła z rudą przyjaciółką i nie zważając na wczesną porę, położyła się w łóżku, a już kilka minut później, Morfeusz wziął ją w swoje ramiona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz