poniedziałek, 16 listopada 2015

Rozdział 5

Hola!
Niespodzianka!!! Przychodzę z nowym rozdziałem ciut wcześnie.
Dostałam weny i... i nawet mi się podoba (mam na myśli rozdział).
Nie przedłużając zapraszam do czytania.
Pozdrawiam #Cherry

***

<Muzyka>
Sobota nastała szybciej, niżeli Ania by tego chciała. Wolno zwlekła się z łóżka i stanęła obok okna. Pogoda była wyśmienita. Słońce bladym blaskiem rozświetlało rozkwitające drzewa na szkolnych błoniach. Ptaki radośnie świergotały, by powitać nowy dzień.

Dziewczyna otrząsnęła się z zadumy i powolnym krokiem podeszła do szafy. Wyciągnęła z niej bluzkę na grubych ramiączkach w kolorze neonowego fioletu, krótkie, jasno-dżinsowe spodenki i beżowe baletki. Westchnęła przechodząc do łazienki.

Weszła do małego, aczkolwiek ładnego pomieszczenia, zrobiła codzienną toaletę, ubrała wyłożone ubrania i ledwo maskując ziewnięcie, doczłapała się do kuchni.

Kiedy przechodziła przez próg pokoju, stanęła w pół kroku. Z otwartą buzią i przerażeniem wpatrywała się w zdemolowaną kuchnię. Na podłodze rozsypana była mąka i rozbite jajka. W jednej z otwartych półek, kot jakiejś uczennicy spał i wyglądało na to, że nie miał ochoty przerywać owej czynności. Płatki śniadaniowe leżały wszędzie. Nadia i dwie koleżanki z roku biegały we wszystkie strony świata.

- Co wy robicie?! – Ania otrząsnęła się z pierwszego szoku, który bardzo szybko zamienił się w złość. Wszystkie dziewczyny jak na zawołanie stanęły w miejscu, odwracając tylko głowy do nowo przybyłej osoby.

- Eeee… wiesz, chciałyśmy trochę… jakby to powiedzieć… chciałyśmy upiec ciasto. – Nadia całe zdanie powiedziała piskliwym głosem i strasznie się jąkając. Brązowooka w ułamku jednej sekundy wybuchnęła niepohamowanym śmiechem.

- Wy?! Upiec?! Ciasto?! – pytała przez nachodzące ją spazmy śmiechu.

- Tak, a co? – rudowłosa dumnie wypięła pierś, co spowodowało kolejną falę chichotu.

- Nic, nic… nie drążmy dalej tego tematu, jestem głodna. – uważając, żeby nie nadepnąć na niechciane, rozbite jajka podeszła do szafki, wyłożyła bułkę i talerz. Otworzyła lodówkę i wyciągnęła pokrojonego w plastry pomidora. Jeszcze tylko wzięła masło i już miała wyjść z kuchni, kiedy zatrzymała się i rzuciła na odchodne – Radzę wam posprzątać. Niektórzy nie mogliby przeżyć tak diametralnej zmiany. – i zniknęła za drzwiami do jadalni.

Kiedy Ania odnosiła naczynia, bała się zobaczyć, jak będzie wyglądać kuchnia. Na drżących nogach weszła do pomieszczenia. Z podziwem patrzyła, jak drażniące pasma słońca odbijają się od blasku wypolerowanych płytek. Trzy koleżanki ze zniecierpliwieniem czekały na reakcję brązowookiej.

- Dziewczyny, muszę przyznać, że postarałyście się. – powiedziała, zerkając z aprobatą na Nadię i jej towarzyszki, które odetchnęły z ulgą. Odłożyła talerz, nóż i widelec do zmywarki i poszła do swojej sypialni, krótko się żegnając.

Dokładnie o godzinie dziesiątej Nadia zadowolona z siebie wkroczyła do swojego pokoju cała umazana mąką.

- Co się tak szczerzysz? – zapytała Ania, chichotając z nosem w książce.

- Udało się. – ruda dumnie wypięła pierś.

- Możesz jaśniej? – brązowooka spojrzała na swoją przyjaciółkę z politowaniem.

- Gotowa babka piecze się w piekarniku.

- Co? Jak wam się udało stworzyć ósmy cud świata zwany babką? – twarz Ani przedstawiała tylko i wyłącznie szok.

- Normalnie. – Nadia udała oburzoną, ale w głębi duszy nie dziwiła się swojej przyjaciółce. – Przestań się śmiać i zbieraj się. Chyba pamiętasz, że dzisiaj idziemy na zakupy?

- Tak, tak pamiętam. Idź się umyć i przebrać, będę tu na ciebie czekać. – odpowiedziała i znowu pogrążyła się w lekturze.

Po około dwudziestu minutach Nadia już czysta i w nowych ubraniach czekała na swoją przyjaciółkę. Ania klęczała przy szafie i szukała ulubionej torebki. Po dłuższych poszukiwaniach, znalazła ją pod łóżkiem. Chwilę później szły już po oblanych ciepłem słońca błoniach, mijając roześmianych uczniów.

Wioska, w której licealiści zawsze robili zakupy nie była duża. Wzdłuż Drogi Głównej znajdowały się sklepy z różnorakimi słodyczami, poprzez zeszyty, do sukni wyjściowych. Ulica mieściła w sobie pełno rozwidleń prowadzących do starych kamieniczek.

- Czekaj! – Ania zatrzymała się w pół kroku. – Wypisały mi się długopisy, a czymś pisać raczej muszę.

- Dobra, to mam pomysł, idziemy najpierw po rzeczy potrzebne do szkoły, potem po sukienkę i buty, a na końcu kosmetyki, żebyś jakoś wyglądała na balu.– uśmiechnęła się przebiegle i nie czekając na reakcję przyjaciółki ruszyła przed siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz